Bywają koncerty
niezapomniane i to z różnych powodów. Czasami jest to muzyka,
innym razem atmosfera jaka panuje na koncercie. Kiedy trafiłem na
koncert - Muzyka bez granic, nie spodziewałem się, że zapamiętam
go z dwóch powodów. Za pogodę i atmosferę.
Najpierw o pogodzie. Można
powiedzieć, że zanim koncert się rozpoczął już został
przerwany – tuż po pierwszym wykonanym utworze nad Teatrem Leśnym
rozpętała się burza, a z nieba zaczęły się lać strugi wody,
publiczność rozpierzchła się w poszukiwaniu schronienia przed
deszczem. Nie był to jednak koniec. Teraz o atmosferze - deszcz,
brak prądu i zimno nie powstrzymały jakby się można było tego
spodziewać wszystkich artystów przed występem. Zespół Aka Chukwu
z Nigerii, pomimo wcześniej wymienionych przeciwności zaczął grać
akustycznie, w samym środku środku burzy - wrażenie było
niesamowite. Deszcz, gromy i błyskawice, las wokoło i bębny.
Wyglądało to tak jakby chcieli przepędzić deszcz przy pomocy
muzyki. Można też powiedzieć, że im się to udało ponieważ
grali do czasu gdy koncert w normalnej formie można było już
wznowić - tym razem bez przeszkód.
Podsumowując impreza udana -
muzyka świetna. W trakcie koncertu „Muzyka bez granic” można
było usłyszeć rytmy z całego świata od Ukrainy za sprawą
Volodymyr Bilokur, przez afrykę - Aka Chukwu, Argentynę Marita
Alban Juarez Quartet, aż po nomadów europy dzięki cygańskim
pieśniom Teresa Mirga i Kałe Bała. Naprawdę było czego
posłuchać.














Brak komentarzy :
Prześlij komentarz